Koszyk

W Twoim koszyku nie ma żadnych produktów.

0 szt. 0,00 zł

Festmania

PROMOCJA!!!

Przy zakupie przynajmniej dwóch książek wysyłka gratis (pobranie - dopłata 4,50 zł).

Przy zakupach powyżej 150 zł wysyłka gratis + można domówić dowolną książkę
w miękkiej oprawie za pół ceny. Szczegóły ->

Jaskinia hałasu

okładka
Tomasz Godlewski, Wojciech Lis
336 stron, miękka oprawa
39,00 zł

Wojciech Lis. Rocznik 76. Mąż Ewy, ojciec Hani. Publikował m.in. w Infernal Death zine, Zaćmieniu Słońca i Oldschool Metal Maniac Mag. Przez ładnych parę lat jednoosobowy wydawca NNCh zine. Autor kilkudziesięciu wywiadów - głównie z muzykami polskich zespołów metalowych. Nie lubi rosołu.

Tomasz Godlewski. Rocznik 69. Mąż Agi, tatusiek Ewy i Mai. Bębniarz i „chłopak” od PR w warszawskiej kapeli Exorcist. Kolekcjoner czarnych precjozów. Pismaczył w zinach Infernal Death, Daily Horror, Jaskinia Hałasu. Obecnie udziela się tylko na Metal Archives. Lubi rosół.


„Jaskinia hałasu” Wojciecha Lisa i Tomasza Godlewskiego zasługuje na uwagę nie tylko dlatego, że jest pierwszą monograficznie zakrojoną książką o rodzimej scenie muzyki metalowej, ale przede wszystkim dlatego, że pokazuje ze szczegółami mechanizmy animowania nowych zjawisk muzycznych i z muzyką rozmaicie związanych. Jest to, rzecz jasna, piękny prezent dla fanów, ale przecież nie tylko dla nich. Mamy tu bowiem do czynienia z „gęstym” opisem fenomenu muzycznego undergroundu wraz z całym jego subkulturowym folklorem: estetyką (i antyestetyką) wyglądu, zine’ami, zachowaniem na koncertach, specyfiką klubów muzycznych, przekraczaniem granicy między kulturą spontaniczną a instytucjonalną – wszystko to z pewnością zainteresuje dziennikarzy, socjologów i badaczy kultury.
-dr Mirosław Pęczak (kulturoznawca, publicysta „Polityki”).

Nie ulega wątpliwości, że to bardzo ciekawa publikacja. Absolutny MUS dla wszystkich zainteresowanych polską sceną podziemną!
-Krzysztof Brankowski (dziennikarz związany m.in., z Na Przełaj, współprowadzący Muzykę Młodych (II Program Polskiego Radia) i Muzyczną Pocztę UKF w radiowej „Trójce”).

To pierwsze, tak przemyślane i tak obszerne, ujęcie historii tworzenia się polskiego metalowego undergroundu. Autorom udało się skontaktować i przepytać większość głównych animatorów tej sceny, z czego powstał autentyczny i wielobarwny obraz widziany przez pryzmat wrażeń i wspomnień jego twórców i uczestników.
„Jaskinia hałasu” podzielona jest na 8 części, które opisują czas powstania metalowego undergroundu, główne idee jego organizatorów, najważniejsze oficjalne media promujące muzykę ekstremalną, sposoby i kierunki wymiany kaset, płyt i zinów, najciekawsze imprezy, tamtejsze realia lat 80. i wreszcie rolę Metal Mind Productions. Ponadto książka zawiera biografie najważniejszych kapel wraz z dyskografiami oraz ogromną ilość zdjęć, flyerów, newsletterów, okładek kaset, zinów, fragmentów artykułów i pism. To niezapomniany kawał naszej historii, wyjątkowa publikacja i pozycja obowiązkowa dla każdego wielbiciela ekstremy.
-Tomasz „Ryłkołak” Ryłko (dziennikarz prasowy i radiowy).

Książkę przeglądnąłem i sądzę, że to rzecz poważna; po pierwsze znacząca dla samego metalu, bo w Polsce dotąd tylko punki i punkoidzi potrafili o sobie książki pisać, a po drugie - dla wiedzy o tym, co działo się w kraju w latach początku współczesnej kontrkultury. Warto też wspomnieć o informacjach szczegółowych, które książka zawiera i które mogą posłużyć historykom, antropologom, socjologom, muzykologom, prasoznawcom itd.
-prof. Wojciech Kajtoch (Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego).


Wydawnictwo Kagra nie śpi i po raz kolejny raczy maniaków muzyki ciekawą pozycją książkową. Tym razem będzie to coś z naszego podwórka. Mowa tutaj o powrocie do początków polskiego podziemia metalowego. Od opisywanych w ''Jaskini Hałasu'' wydarzeń minęło już sporo czasu i aż dziw bierze, że nikt wcześniej nie postanowił zmierzyć się z tematem jakim jest powstanie muzyki metalowej w naszym kraju. Na szczęście znalazło się dwóch śmiałków w postaci Wojciecha Lisa i Tomasza Godlewskiego, którzy postanowili wzbudzić sentyment wśród starszych i wyedukować młodszych fanów muzyki metalowej.

Książka została napisana w formie mega ankiety. Początkowo wydała mi się ona dość dziwna, jednak szybko okazało się, że jest niezwykle trafiona. Całość została podzielona na osiem części. Na początku przepytywani wyjaśniają w jakich okolicznościach zapoznali się z podziemiem i muzyką metalową. Potem autorzy starają się dociec jak wyglądały początki undergroundu w naszym kraju. Część trzecia została poświęcona pismu ''Na przełaj'', w którym pojawiały się wzmianki o polskim podziemiu. Dalej autorzy drążą temat tape-tradingu czyli niezwykle istotnego elementu podziemnego światka. Nie mogło również zabraknąć wzmianki o organizacji koncertów, właśnie temu poświęcona jest część piąta. Szósta część dotyczy między innymi cenzury oraz innych przeciwności z jakimi musieli sobie radzić fani muzyki metalowej w czasach PRL-u. Ostatnia, najkrótsza część poświęcona została pierwszej polskiej, legalnie działającej wytwórni metalowej - Metal Mind Productions. Na końcu książki, jako część ósmą, znajdziemy aneksy. Łącznie 246 stron lektury.

Na całe szczęście zarówno przepytujący jak i przepytywani nie zagłębiają się za mocno w tematy historyczno - polityczne. Gdzieniegdzie przewinie się oczywiście temat cenzury itp. jednak nie przyćmiewa on głównego tematu jakim bez wątpienia jest tutaj muzyka. Nie ma też zbyt dużo narzekania na to jak wtedy było źle. W wypowiedziach muzyków, zinorobów czy organizatorów koncertów daje się jednak wyczuć coś co kierowało nimi wtedy i zostało do dzisiaj, czyli poświęcenie dla muzyki, którą kochają. Dobrze zapoznani z tematem autorzy książki wybrali najważniejsze dla tamtego okresu osoby i oddali im głos. Mamy więc tutaj wypowiedzi takich osób jak: Piotr ''Peter'' Wiwczarek, Paweł Mazur, Bartosz Filipowicz, Mariusz Kmiołek, Rafał Krakowiak, Grzesiek ''Levi'' Łukowski, Grzegorz Obroślak, Grzegorz Fijałkowski, Jarosław Szubrycht, Tomasz Krajewski i wielu, wielu innych. Jak to zwykle bywa - niektórzy z nich wypowiadają się krótko i na temat, inny zaś dają się ponieść wspomnieniom i dokładnie przybliżają takie sytuacje jak pierwsze koncerty, wymiany kaset, tworzenie i czytanie zinów i wszystko to co pomagało budować scenę w tamtych latach. Czyta się to po prostu świetnie!

Jaskinia Hałasu to pozycja obowiązkowa dla każdego fana mocnych dźwięków. Nie tylko treść ale i wydanie książki zasługuje na pochwałę. Mnóstwo archiwalnych zdjęć, grafik, flyerów itp. pozwala jeszcze lepiej poczuć klimat tamtych lat. To prawdziwa encyklopedia polskiego podziemia metalowego.

Paweł Ozon


Kolejny raz nakładem poznańskiego wydawnictwa Kagra ukazała się niezwykle ważna książka. Po tłumaczeniach takich przełomowych, zachodnich opracowań jak „Wybierając Śmierć” Alberta Mudriana, „Władcy Chaosu” Michaela Moynihana i Didrika Soderlinda czy „Szwedzki Death Metal” Daniela Ekerotha, przyszedł wreszcie czas na poważną publikację dotyczącą polskiej ekstremy. Autorzy z powodzeniem podjęli wyzwanie spisania i uporządkowania początków sceny podziemnej w kraju. Książka dogłębnie opisuje genezę metalowego undergroundu nad Wisłą, wskazuje najbardziej znaczące zespoły, pierwsze wydawnictwa, a także prasę podziemną czy po prostu realia społeczno-polityczne, w jakich w Polsce rodziły się diabelskie dźwięki heavy, thrash, death, black metalu czy grindcore’a.

Godlewski i Lis starają się odtworzyć i przywołać atmosferę towarzyszącą raczkującej scenie, która jak gąbka chłonęła każde pojawiające się wydawnictwo. Kiedy każdy koncert był świętem, każda skopiowana kaseta czy audycja nagrana z radia była na wagę złota i cieszyła jak nigdy. Mimo przeciwności ekonomicznych, braku sprzętu i płyt, kwitła gniewna, podziemna twórczość, a entuzjazm zaangażowanych osób nigdy nie był większy. Część rozmówców mówi jednak wprost, że ostatnich lat Komuny nie należy idealizować, bo cenzura, osoby zarządzające ośrodkami kultury czy źle funkcjonująca poczta dawały się wyjątkowo ostro we znaki.

„Jaskinia Hałasu” ma formę krótkich, lapidarnych wypowiedzi dotyczących poszczególnych zagadnień, czytelnie poukładanych w rozdziały. Do odpowiedzi wywoływani są muzycy między innymi takich zespołów jak Armagedon, Exorcist (macierzysta kapela jednego z autorów książki), Imperator, Antigama, Merciless Death, Dead Infection, Vader, Trauma, Slashing Death, Mortuary czy Enormity. Opowiadają jak w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych zdobywali lub robili pierwsze instrumenty, czym się inspirowali, jak nagrywali debiutanckie demówki. Dzielą się wspomnieniami z dziewiczych koncertów, opisują reakcje na swoje występy i nagrania.

O pierwszych kontaktach ze sceną mówią twórcy pierwszych polskich zine’ów, później także również wydawcy i promotorzy. Między innymi Tomasz Krajewski (Holocaust zine, potem Pagan Records), Mariusz Kmiołek (Thrash’em All, potem Empire Recs i Massive Music) oraz Jarosław Szubrycht (Diabolic Noise zine, potem Thrash’em All, autor świetnej biografii Slayera, wydanej w 2006 roku) czy ludzie związani z innymi cenionymi zine’ami ‒ Dethroner, Beermacht Noise, Eternal Torment, Metal Attack, Siege of Power czy Metallian. Przy pomocy maszyn do pisania, nożyczek, kleju i bardzo trudno dostępnego ksero tworzyli pionierskie wydawnictwa, które budowały i napędzały scenę. Drogą pocztową przeprowadzali wywiady z polskimi zespołami, a także z tymi z najdalszych zakątków świata, niejednokrotnie czekając na odpowiedzi po kilka miesięcy. Zajmowali się tape tradingiem, który na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych był jedynym sposobem na dotarcie do muzyki ekstremalnej, która w obiegu oficjalnym jeszcze nie zaistniała.

Książka poświęca dużo miejsca najwcześniejszym inicjatywom koncertowym. Tym zupełnie amatorskim, jaki i bardziej zorganizowanym. Pojawiają się nazwy takich, cyklicznie odbywających się imprez jak ciechanowskie S’thrash’ydło czy Metalmania, gdzie pragnący hałasu fani mogli po raz pierwszy podziwiać także zespoły z zachodniej Europy. Jest mowa o oficjalnych audycjach radiowych Muzyka Młodych oraz Metalowe Tortury, których w swoim czasie słuchała cała Polska. To za ich sprawą wiele osób zaraziło się Slayerem, Judas Priest, Helloween, Hellhammer, Kreator czy Metalliką. Podobnie było z ogólnopolskim harcerskim magazynem „Na Przełaj”, który jako pierwszy publikował wzmianki i zdjęcia zespołów, co w znacznym stopniu przyczyniło się do popularyzacji metalu wśród młodych czytelników.

Autorzy „Jaskini Hałasu” do zadania podeszli bardzo rzetelnie. Zgromadzili ogromną ilość materiału i gruntownie go opracowali. Dotarli do szerokiego grona osób, którym zadali kluczowe i fundamentalne pytania. Nie każdy z rozmówców tak samo wspomina miniony okres, co uwydatnia różnorodność opinii i poglądów. Czytając tę książkę ma się poczucie, że wyczerpuje ona temat, nie zostawia niedopowiedzeń oraz ukazuje wiele punktów widzenia, co jest jej niepodważalnym walorem. Ponadto publikację uatrakcyjniają mnogie reprodukcje archiwalnych artykułów, zdjęć, flyerów, wkładek do demówek czy plakatów, co doskonale koresponduje z konwencją zine’ów, o których tak często można w niej przeczytać. Godlewski i Lis piszą fachowo i wiarygodnie, lecz z dużym poczuciem humoru, nie szczędząc tym samym wielu anegdot i zasłyszanych historii. Ich książkę czyta się z przyjemnością oraz pewną nostalgią, ale przede wszystkim poczuciem, że dorobek polskiego metalowego podziemia jest bogaty, warto go znać i do niego wracać.

Adam Drzewucki - Violence Magzine


Do tej książki nikt nie musiał mnie namawiać. Z racji wykonywanej przeze mnie pracy sięgnięcie po tę pozycję było wręcz obowiązkiem. Tytuł „Jaskinia hałasu” kojarzy mi się z jakąś prehistorią, początkiem oraz pierwotnymi instynktami.

Sama forma wydania książki nasuwa klimat kserowanych zine’ów zawierających coraz to lepsze kąski w postaci zarchiwizowanych artykułów, plakatów czy zdjęć. Czarno-biały gazetowy druk w połączeniu z oldschoolowymi wstawkami oraz książkowym charakterem daje niepodważalny smak zebranego materiału. Na początku myślałam, że cena książki jest wygórowana, ale jak się później okazało, myliłam się. Z jej dostępnością też nie ma większego problemu.

Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, które mają ułatwić skategoryzowanie poszczególnych treści w odniesieniu do pożądanych odpowiedzi na zadane pytania. Wypowiedzi te nasycone są sporą ilością emocji wytworzonych przez Uczestników, są przedstawione w taki sposób, że Czytelnik jest w stanie odtworzyć sobie opowiadaną przez nich historię. Nie da się ukryć, iż historie zawarte w treści książki sięgają okresu, gdy moje istnienie nie było jeszcze planowane. Muszę przyznać się do tego, czemu aż tak bardzo związałam się z tą książką. Swego czasu, kiedy to i mnie dopadło tak zwane ‘zbieractwo’ wszystkiego i zewsząd (dotyczące metalu rzecz jasna), moją obsesją był zespół Vader. Czytając o tej jakże zacnej kapeli, buzia sama mi się uśmiechała a serducho napawało dumą na myśl o tym, że „ja już to wiedziałam wcześniej i mam to i to”. Jestem pełna podziwu dla autorów, którym udało zebrać się tak bogaty i pełen historycznych elementów materiał, a przede wszystkim jestem pełna zachwytu w stosunku do zawartych w treści emocji opowiadających, którzy przedstawiają fakty dotyczące polskiego undergroundu mówiąc niczym o swojej pierwszej „Gwiazdce”.

Dochodząc do ostatnich stron książki byłam już niemal pewna, że świat przedstawiony w opowieściach jest bliski mojemu postępowaniu i zaangażowaniu w początkach mojej własnej przygody z metalem. Niemniej jednak postęp technologiczny jak i dostęp do informacji znacznie się zmienił. Z perspektywy czasu, mając naście lat nie miałam bezpośredniego dostępu do komputera i Internetu, sama polegałam na kserowaniu i kopiowaniu materiałów od ‘starszych kolegów’. Do dziś w swojej kolekcji mam segregator pełen skserowanych artykułów, zdjęć, a półka urywa mi się pod skopiowanymi płytami (zdecydowanie w mniejszej ilości kasetami).
Mój ulubiony cytat z tej książki należy do Piotra „Gąsiora” Darczuka, a brzmi on: ''Underground nas stworzył, ulepił z czystych intencji, bo sam w sobie był tworem ludzi, którzy nie godzili się na istniejący ład.'' To zdanie stało się myślą przewodnią mojego dalszego postępowania, i motywacją do kontynuacji tego, co inni rozpoczęli.

Owszem, można by przyczepić drobnych błędów interpunkcyjnych czy literowych, ale zważając na to, iż jest to pierwsze wydanie, można przymknąć oko, ponieważ treść nadrabia wszelkie niedociągnięcia. Sama nie wiem, kiedy ‘zleciało’ mi te 245 stron. Książka ta jest pewnego rodzaju przewodnikiem po polskim undergroundzie, pomaga zrozumieć nam, tak zwanym ‘małolatom’ (hehe!) jak wielkie znaczenie miało zdobycie wymarzonego plakatu, kasety (tudzież płyty) czy artykułu o ulubionej kapeli. Dla mnie z całą pewnością ta pozycja stanie się pewnego rodzaju wzorem oraz kierunkowskazem. Dotychczas nie byłam zbyt świadoma, w czym tak naprawdę tkwię i co realizuję, a praca przeze mnie wykonywana wymaga wręcz ciągłego samodoskonalenia i poznawania nowych, jak i przełomowych faktów ze świata metalu.

Mam to niebywałe szczęście, że poszczególną wiedzę jak i szacunek do oldschoolowych klimatów przekazały i dalej przekazują mi osoby czynnie tworzące polskie podziemie. W tym miejscu chciałam im serdecznie podziękować nie tylko za wkład pracy, jaki włożyli w świat, w którym teraz uczestniczymy, ale także za poświęcony czas i otwartość na młode umysły.

Przeczytanie tak wartościowych słów sprawiło, że mam szacunek jeszcze większy do dalej ukazujących się Zinów, a raczej formy ich publikowania, która wciąż ulega poprawie. Jedno jest pewne. Potrzebowałam tak silnego bodźca, żeby docenić i zrozumieć pewne rzeczy oraz upewnić się, że droga, którą wybrałam parę lat temu jest słuszna i zasługuje na dalsze tworzenie. Teraz nie pozostało nic innego jak oczekiwanie na wydanie ‘Metalowców’.
Tę pozycję książkową polecam każdemu, a przede wszystkim tym, którzy nie mieli przyjemności urodzić się w czasach, kiedy powstawał underground, a chcieliby nadrobić zaległości. Wydaje Ci się, że o polskim metalu wiesz już wszystko? Przeczytaj, a zobaczysz, że wcale tak nie jest.

Aleksandra „SilentiumTenere” Lipowska (www.metalrulez.pl)


Ostatnimi czasy na polskim rynku pojawia się coraz więcej wydawnictw książkowych omawiających szeroko-pojętą scenę Metalowo-Rockową (rodzimą i zagraniczną). Jednym z wydawnictw, które ma już dość spory dorobek omawiający muzyczną tematykę jest polskie wydawnictwo Kagra. Jednak tym razem Kagra proponuje nam coś nieco odmiennego, gdyż nie będzie to opowieść czy biografia dotycząca muzycznej gwiazdy a raczej lekcja historii, aczkolwiek bardzo ważnej dla wszystkich polskich fanów Metalowego hałasu.

''Jaskinia Hałasu'' to dzieło o powstawaniu Polskiego Metalowego Podziemia, o ówczesnych zjawiskach wpływających na powstanie tzw. sceny Metalowej w Polsce i o ludziach, którzy to Podziemie oraz Scenę tworzyli. Jednak forma pisania książki jest bardzo specyficzna, gdyż mamy do czynienia z mnóstwem wspomnień zapisanych w formie wywiadów (a raczej konkretnych pytań i odpowiedzi) przeprowadzonych z wieloma osobami (z ówczesnymi muzykami, edytorami magazynów, prezenterami radiowych programów muzycznych, etc.). Wiele z tych osób do dzisiaj obraca się w Metalowym Światku i wielu z nich obecnie kojarzymy jako muzyków, redaktorów, itp.

Za prawdziwością tej historii przemawia fakt, iż rozmówcy, którym zadawano te same pytania (w różnym czasie i miejscu) wspominają te same daty, zdarzenia i nazwy zespołów czy magazynów. Zresztą ja sam jestem już bardziej weteranem, bo na pewno nie młodzikiem, gdyż z Metalem zetknąłem się w 1989 roku i czytając tą książkę wracałem pamięcią w tamte czasy, wspominałem z sentymentem omawiane kapele, koncerty, audycje radiowe, zine'y czy czasopisma i przede wszystkim ludzi (z niektórymi dzisiaj mam kontakt z racji mojej para-dziennikarskiej działalności).

Książkę czyta się jak opowieść starszych kolegów. To wspaniała pozycja zarówno dla weteranów (którzy chcą wrócić wspomnieniami do lat młodzieńczych) jak i dla młodych (którzy dowiedzą się jakie były początki Sceny Metalowej w Polsce; jak zdobywano kasety i płyty; jak postrzegało się wówczas piractwo; jak organizowało się koncerty; jakie warunki miały ówczesne zespoły - sprzęt, sale prób, cenzura; czym był ''tapetrading'' a czym ''flyers''; jak produkowało się zine'y; jak przebiegała promocja; jakie były opinie o Metal Mind Production i kapelach z tej stajni; jakie były problemy z Pocztą Polską; oraz o wielu ciekawych faktach).

Z przyjemnością nadmienię, że w owej publikacji została wymieniona postać Sylwka (twórcy Metal Centre), który mieszkając wówczas w Polsce prowadził ''kultową rzeszowską przegrywalnie'', ''który miał w cholerę podziemnych (i nie tylko) pozycji praktycznie z całego świata''.

Książka jest ozdobiona ciekawymi grafikami, logami, wieloma czarno-białymi zdjęciami pochodzącymi z omawianych czasów. Ponadto prezentuje skany okładek demówek, magazynów, albumów, flyersów, etc. To wszystko sprawia, że dzieło przybrało formę podziemnego magazynu.

Należy wspomnieć, że autorzy tej książki to nie jacyś bierni obserwatorzy zachodzących zjawisk społecznych czy badający te zjawiska socjologowie a ludzie, którzy sami byli ''naocznymi'' świadkami wielu zdarzeń, a nawet mieli wpływ na rozwój tamtejszych wydarzeń. Krótko mówiąc to ludzie, którzy ''siedzieli i nadal siedzą w tzw. Podziemiu''. I nawet jeśli to Podziemie ewoluowało przenosząc się w dużej mierze do cyber-przestrzeni, to wciąż, to Podziemie istnieje (tylko ma kilka pięter, niczym Piekło), a górna jego granica jest już raczej umowna (niczym w Unii Europejskiej).

Ocena: 9.0/10

Metal Centre


Nie mogło być inaczej! Książka „Jaskinia Hałasu” autorstwa Tomasza Godlewskiego i Wojciecha Lisa nie mogła przejść niezauważona przez redakcją Chaos Vault. W końcu większość z nas jest tak stara ze w latach 80’tych myśleliśmy raczej o nowych klockach z Peweksu a nie o Black Metalu hehe. Ale będę może pisał sam za siebie. Dla mnie początki sceny w Polsce, czyli właśnie lata 80’te to prehistoria wiec pojawienie się takiej książki jak właśnie „Jaskinia Hałasu” było zajebistą okazją do rzucenia okiem na te czasy i poczytania jak to na tej Metalmanii 88 było i kto tam, komu i za co chciał obić ryja.

Może zacznę od zarysu tego, co w tej książce znajdziemy. Mamy tu osiem części, w których to odpytywane są osoby tworzące wówczas scenę podziemną w Polsce. Między innymi wypowiadają się: Peter, Tomasz Krajewski (Pagan Records), Jarek „Mister” Misterkiewicz (kiedyś Thanatos, dziś Trauma), Cyjan (członek hordy świntuszków tworzącą pod nazwą Dead Infection), Krzysztof Maryniewski z Armageddon, Leszek Wojnicz – Śianożęcki, Levi z Neolith czy wreszcie pan Kmiołek i wielu wielu więcej. Ludzie ci żyli w tamtych czasach a przede wszystkim żyli undergroundem (a przynajmniej większość z nich) i muzyką, przez co są kopalnią wiedzy o tym, co się wtedy działo. W rozdziale pierwszym temu zacnemu gronu zostaje zadane pytanie: kiedy to wszystko się zaczęło? Kiedy dotarło do nich coś takiego jak określenie scena podziemna? Odpowiedzi jest mnóstwo, mnóstwo też jest dat i to dość rozbieżnych. Kolejne rozdziały to kolejne pytania. Mamy rozdział poświęcony prekursorom sceny, rozdział dotyczący muzyki metalowej w mediach a w szczególności obecności jej w radiu, następnie mamy wypowiedzi dotyczące zagadnienia tape tradingu. Następny rozdział to istna kopalnia wiedzy dotyczącej ekip, które tłukły się w tamtych czasach po garażach i strychach. Mamy tu mianowicie alfabetyczny spis najważniejszych kapel podziemnych z tamtych czasów wraz z dodatkowym opisem oraz zdjęciami. W tym miejscu wypada wspomnieć o rewelacyjnej szacie graficznej. Bogactwie zdjęć, okładek, flyersów czy nawet recenzji z tamtych czasów. Rysowane odręcznie okładki, beznadziejnie skserowane ziny oraz katany z namazanym długopisem logo Sodom miały swój klimat i autorzy też postanowili nas nimi uraczyć. Dobrze, że ktoś zbiera takie „śmieci”… Świetna retrospektywna podróż w tamte czasy. Coś czuje, że przy tym rozdziale nie jednemu teraz już tatusiowatemu metalowcowi z brzuszkiem i łysiną zakręciła się łezka w oku. Kopalnia wiedzy. Jak by ktoś kiedyś pisał magisterkę z tych tematów to najpewniej rozdział ten będzie się dość często powtarzał w przypisach.

Kolejna cześć należy chyba do moich ulubionych, bo tyczy się spraw koncertowych. Czytałem ten rozdział z zapartym tchem trzy razy, bo nie mogłem uwierzyć ze kiedyś tak było. Coś wspaniałego! Brzmienie na koncertach tak beznadziejne, że ma się wrażenie słuchania dźwięków dobywających się z wiadra postawionego w wannie, brak sceny, brak oświetlenia. Ale niesamowita pasja i chęć tworzenia oraz fakt teraz nie do pomyślenia: koncert te odbywały się w szkołach, domach kultury… Co by źle o tej komunie nie gadać to przeciwników religii się wtedy szanowało hehe. Dodatkowo burdy na koncertach, milicja, karetki pogotowia, skini i sytuacje, w których ktoś „łyknął śledzia”. Teraz to się nie zdarza. Czyżby metalowcy zmiękli hehe? Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w tamtych czasach każdy długowłosy coś robił. Mam tu na myśli fakt, że każdy albo grał w kapeli, albo kombinował jak tu grać w kapeli, robił bądź pomagał robić zina, rozprowadzał kasety, kołował laski na koncerty… Teraz mam wrażenie, że nic się nikomu nie chce. W czasach, kiedy paroma kliknięciami myszki możemy być „bogatsi” o cała dyskografii dowolnej kapeli na koncertach są pustki. Jak przyjdzie pięćdziesiąt osób to jest sukces a wtedy w zabitym dechami domu kultury w Wypizdowie Średnim na koncercie było 300 osób, przy czym drugie 300 zajebane koczowało przed drzwiami myśląc jak się tu jeszcze dopić. Nikt nie myślał czy koncert mu się opłaci czy nie. Liczyła się idea, liczyła się muzyka i spotkanie z kumplami z całego kraju. Aż sam się kurwa wzruszyłem hehe.

Kolejny rozdział to słów kilka na temat metalu w realiach PRL. Teraz mamy dostęp do wszystkiego a w tamtych czasach żeby coś skserować w większej ilości trzeba było mieć jakieś pozwolenia i znajomości. Nie dziwi mnie wypowiedz jednego z muzyków, który na pytanie, dlaczego trzymał w kapeli kolesia, który nie umie grać odpowiada krótko: „Jego stara miała dostęp do darmowego ksero”. I tutaj znowu nasuwa mi się taka myśl, że obecnie ludzie tylko potrafią narzekać. Tu biję się w pierś, bo i ja potrafię się wnerwiać jak mi paczka priorytetowa idzie dwa dni a wtedy paczka szła np. dwa tygodnie i to chuj wie czy z zawartością. Takie czasy absurdalne, goście mieli pod górkę i szacun wielki im za to, że ciągnęli ten kurwiwózek!

Cześć przedostatnia to odbiegnięcie nieco od tematu podziemia… Ale jak wiadomo tak teraz jak i kiedyś jest główny nurt metalu dla początkujących i to co bardziej podziemne i bliższe każdego czarnego serca. Tak było i wtedy. Był gigant Metal Mind Production i była reszta. Kto wtedy był ten prawdziwy a kto nie to oczywiście zależy od punktu siedzenia. Konflikt niemniej jednak był i w tym rozdziale są jego szczegóły pokazane z obu stron. Suma sumarum jednak sprawę podsumowują słowa mistrza ciętej riposty spod budki z piwem, czyli Titusa, który został tam zacytowany: „Wszyscy jesteśmy w dupie i kłócimy się, kto głębiej”. Oczywiście poezja hehe.

Rozdział ostatni to aneksy, które muszę przyznać rozjebały mnie w drobny mak. A szczególnie dwa załączniki: list pana Dziuby z podziękowaniami dla milicji (czy już w tedy chyba policji) za pomoc i wsparcie przy utrzymaniu porządku oraz felieton z Skin’zina o nazwie „Fajna Gazeta” na temat obijania „szatanów” i „demonów” podczas Metalmanii 88 ramie w ramie z kibicami GKS-u Katowice. Ja niedole, co to były za czasy…

Ciężko mi o tym czytać, bo w tych czasach jeszcze nie miałem pojęcia o innych kapelach oprócz Led Zeppelin, Black Sabbath czy Deep Purple, którymi mój stary katował mnie, kiedy jeszcze szczałem sobie beztrosko w pieluchę. Tamte czasy miały swoją specyfikę i swój klimat nie do odtworzenia. W czasach, kiedy muzyka straciła wartość, bo zdobycie jej nie kosztuje ani grosza i nie wymaga żadnego wysiłku nie doceniamy tego, co mamy. Nawet kupowanie płyt czy winyli to sprawa prosta jak podrapanie się po mosznie, bo wystarczy kasa na koncie, parę kliknięć i już następnego dnia wkurwiony listonosz z paczką większą od niego puka do drzwi. Dlatego ceńmy underground za jego szczerość oddanie i autentyczność! Olejcie kolejne Nergalowe wspominki o cyckach Dody! Jak mieliście to szczęście żyć w tych czasach sięgnijcie po „Jaskinie Hałasu” z sentymentu a jak mieliście za mało latek: to, co tu jeszcze robicie? Zamawiać książkę, bo zaraz zrobię sprawdzań z wiedzy o Imperator kurwa!

webzine - Chaos Vault


Równowaga musi być. W przyrodzie, ekonomii, muzyce i w pisaniu o niej. Podczas gdy księgarniane półki uginają się od naporu irokezów, agrafek i literek „A” w kółkach, metalową działkę monopolizuje jeden heretyk walczący z religią za pomocą argumentów gimnazjalisty i frazy rodem z prozy Paulo Coelho. W sukurs wszystkim, którzy nad krucjaty przedkładają mosh pit i headbanging do złamania karku, przychodzą panowie Lis i Godlewski. Lata spędzone na scenie, litry tuszu przelanego na kartki fanzinów, w których się udzielali, i setki kaset, na których nagrywali wywiady z muzykami i wszelkiej maści aktywistami, złożyły się na książkę „Jaskinia hałasu”. Pełna zdjęć i przedruków z różnych niskonakładowych mediów historia narodzin polskiego środowiska metalowego opowiedziana jest ustami jego twórców. Podzielony na rozdziały wielogłos żywo przedstawia tę subkulturę – wysyłane pocztą flyery, kopiowane dziesiątki razy demówki, pierwsze imprezy, zapomniane zespoły i cały ferment. Z natłoku wspomnień i refleksji trudno co prawda wyłowić redakcyjny klucz, który stanowił siłę punk-reggae’owego „Obok”, ale hermetyczność jest przecież wpisana w etos metalowców. Kto powiedział, że ich historia nie może zostać wyłożona w przystępny sposób?

Filip Kalinowski - Magazyn AKTIVIST 11/2012 r.


Skończyłem Jaskinie Hałasu! Kupiłem ją bez zastanowienia, jednak jej lektura zajęła mi sporo czasu, bo trzeba Wam wiedzieć, że czyta się to nieco inaczej niż dajmy na to monografie zespołów. Autorzy zaproponowali, mam nadzieję, że nikt nie poczuje się dotknięty tym porównaniem, nieco bardziej akademicko-analityczne podejście do sprawy, co przynajmniej mnie nie pozwalało na jednorazowy dłuższy kontakt z tym tekstem. Pomysł ogólnie trafiony, bo materiałów na temat sceny niezależnej było do tej pory jak na lekarstwo, a większość informacji tkwiła w głowach samych jej twórców i trzeba był nie lada mobilizacji by je wyciągnąć na powierzchnię.

Przekonałem się o tym sam pisząc kilka lat temu pracę licencjacką o formach publicystyki poświęconej muzyce rockowej, czyli w skrócie o zinach i webzinach. Forma Jaskini Hałasu przypomina mi właśnie taką pracę oczywiście przewyższając ją nie tylko pod względem objętości ale głównie zawartości i ludzi, do których udało się autorom dotrzeć. Ale jeżeli ktoś jest za pan brat z polską sceną metalową, a szczególnie undergroundem odnajdzie się tu bez problemu. Żeby wsiąknąć w lekturę nie trzeba też być gościem z epoki, bo nawet taki leszcz jak ja, który w latach 80 srał jeszcze do tetrowej pieluchy (debiut w pampersach ciągle przede mną, hehe) czytał tą książkę z zaciekawieniem, rozbawieniem, a niekiedy nawet niedowierzaniem... Cała masa świetnych anegdot i wspomnień z tamtego okresu przybliża nam te absurdalne czasy a tym, którzy mieli okazję egzystować w tych latach odświeża nieco pamięc niejednokrotnie wyblakłą z powodu alkoholocaustu;) Fajnie widzieć teraz na fejsie fotki tych już niemłodych przecież, uśmiechniętych maniax dzierżących w ręku egzemplarze książki Wojtka Lisa i Tomka Godlewskiego - dla nich to dopiero musi być niesamowity trip w czasie. To także hołd dla ludzi, którzy wówczas aktywnie tworzyli tą scenę, ale odeszli przedwcześnie. Jednak na te wspomnienia składają się nie tylko słowa, to także tony zeskanowanych zdjęć, flyer'ów, plakatów, biletów czy okładek starych zinów, które jakimś cudem uniknęły kremacji w piecu centralnym. Niesamowita sprawa! Te czasy już nie wrócą, dziś już mało kto składa ziny, rzadko korzysta się z poczty tradycyjnej - większość wsiąkła do Internetu, underground już nie jest tak elitarny, jest wręcz powszechny! Czy wobec tego to wciąż podziemie? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami i niech książka Tomka i Wojtka nakieruje Was na właściwy trop. Świetna lektura na zimowe wieczory zarówno przy grzańcu jak i drinku. Koniecznie w akompaniamencie odpowiedniego podkładu muzycznego! Thumbs up!

Jakub Karelus - The Nocturnal Battle Of Chariots


Wydawnictwo KAGRA od dłuższego czasu wydaje książki o tematyce metalowej, czy też ogólnie rzecz ujmując rockowej, które nie tylko są dobre w treści, ale również są fajnie wydane.

Na książkę o której dziś chcę powiedzieć parę słów dużo osób wyczekiwało od dawna. JASKINIE HAŁASU – Tomka Godlewskiego i Wojciecha Lisa była popularna jeszcze przed premierą. Wielu metali, szczególnie tych „starej daty” zacierało łapki i czekało na nią z „diabelską” niecierpliwością. Nie ma co się dziwić – takiego wydawnictwa jeszcze u nas nie było. Autorzy bowiem postanowili cofnąć się do lat 80 tych i „wskrzesić ducha” początku metalu w Polsce. Opisać czasy rodzącego się undergroundu. Jestem po lekturze i muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Książka ta to nie tylko kopalnia wiedzy o tamtych czasach, ale również wiele wspomnień osób, które ją wtedy tworzyły. Podczas lektury natkniemy się min. na wypowiedzi zarówno takich postaci jak Peter z Vader , Mariusz Kmiołek, ale również przeczytamy słowa Krzysztofa Brankowskiego(Muzyka Młodych), Romana Rogowieckiego (Metalowe Tortury) , czy innych ludzi będących częścią tamtej sceny.

Książka zawiera w sobie wszystko co trzeba. Zaczyna się od genezy - początków metalowych w Polsce, czyli lat 1985-1986. Muzycy, twórcy pierwszych zinów i rodzących się wytwórni wspominają pierwsze wydawnictwa, pierwszą METALMANIĘ i wspomniane pierwsze ziny. Tak, tak wtedy właśnie ziny były źródłem wiedzy – w czasach, gdy nie było portali internetowych i youtuba. Takim źródłem wiedzy były też audycje radiowe, którym autorzy książki poświęcają również sporo miejsca. Była „Muzyka Młodych” – przez dzisiejszą, metalową młodzież niepamiętana, przez wielu metali z dawnych lat uznawana za kultową audycje z ciężkim brzmieniem i „Metalowe Tortury”.

Dużo miejsca zajmują cytaty, wypowiedzi na temat tamtejszej sceny osób, które były jej częścią, a także stare zdjęcia plakatów, zdjęcia z prób, koncertów, foty zinów, czy wreszcie metalowej braci lat 80tych.

Dla kogo jest ta książka? Na pewno do ludzi, którzy pamiętają tamte czasy i pragną powspominać. Polecam ją również mimo wszystko młodym metalom. Wydawnictwo to bowiem wspaniale przybliża okres w Polsce, gdy muzyka metalowa była czymś więcej niż bezdusznym plikiem mp3. Czasy wymiany kaset i ludzi dla, których metal był sensem istnienia. Czasy drukowanych ulotek i kontaktu z muzyka poprzez list. Może dzisiejszy początkujący „gimnazjalny” metalowiec tego nie zrozumie, ale być może nabierze trochę szacunku dla tamtych lat. Kto wie może pod wpływem tej zacnej lektury ktoś porzuci mp3 na rzecz oryginalnych płyt? Ach.. chyba mnie poniosło…
Ja wiem jedno po przeczytaniu JASKINI HAŁASU z dumą patrzę na mą kolekcję płyt, nie żałuję, że jestem duchowo bardziej z tamtych czasów niż tych obecnych. (bardziej old niż new) Jestem dumna, że metalowa krew płynie w mych żyłach i że są też jeszcze inni tacy maniacy.

Z sentymentem i drżeniem dłoni czytałam tą książkę. Jeszcze pamiętam te czasy kiedy cieszyła każda kaseta i każda audycja metalowa w radiu. Metal miał wartość.

Wielki szacunek dla autorów za stworzenie takiej „encyklopedii” i wysiłek. Wielki szacun dla osób, których wypowiedzi znajdują się w tej książce – dla tych maniaków, którym się chciało szerzyć „metalową zarazę na ziemiach polskich”. Autorzy wspaniale przelali na karty swojego wydawnictwa prawdziwą, szczerą, metalową pasję tamtych lat i głód grania muzyki… absolutny głód ekstremalnego metalu.
Wielkie wzruszenie…

Małgorzata „Freva” Piasek - www.metalmundus.pl


Wreszcie pojawiła się książka poświęcona polskiej scenie metalowej lat osiemdziesiątych. Prace nad „Jaskinią hałasu” trwały kilka lat, co jest w pełni zrozumiałe: zebranie wszystkich tych materiałów ,a potem uporządkowanie tego w sensowną całość musiało pochłonąć całą masę czasu. Nie ulega wątpliwości, że warto było czekać tym bardziej, iż jest to pierwsza tego typu publikacja obszernie traktująca o fenomenie naszej podziemnej sceny.

Książka omawia kolejno początkową fazę kształtowania się podziemnej sceny, rolę mediów w tym prasy i radia w popularyzowaniu muzyki, ukazując wpływ na kształtowanie ówczesnych gustów muzycznych poprzez audycje radiowe Marka Gaszyńskiego, Krzysztofa Brankowskiego, Wojciecha Mana czy Romana Rogowieckiego. „Metalowe tortury”, „Muzyka młodych” odcisnęły wielkie piętno na moim pokoleniu.

Niewielkie zainteresowanie mediów muzyką metalową sprawiło, że młodzi ludzie musieli docierać do nagrań na własną rękę. „Jaskinia hałasu” przypomina zjawisko tape-trading jako narzędzie promocji podziemnych załóg. Kolejny temat to prasa podziemna, czyli ziny. Znajdziemy tutaj masę wspominków twórców zinaczy min: Marcina Wawrzyńczaka („Eternal Torment” zine), Mariusza Kmiołka („Thrash’em All”), Tomasza Krajewskiego („Holocaust”) i wielu innych zasłużonych kreatorów podziemnej prasy.

Ciekawie wypadają wypowiedzi ludzi związanych w tamtym czasie z podziemnymi wytwórniami i wspomnienia poszczególnych członków zespołów min Imperator, Vader, Merciless Death, Hektor, Nightmare, Egzekuthor, Mortal Slaughter, Hellias, Armagedon i wielu innych. Dodajmy do tego opisy co niektórych ważniejszych koncertów (Sthrashydło, Thrash Camp, Shark Attack, Jarocin czy Metal Mania) uzupełnione przez głosy uczestników jak i co niektórych organizatorów. Innymi słowy ”Jaskinia Hałasu” skupiła całą masę wypowiedzi ludzi którzy w mniejszym lub większym stopniu przyczynili się do powstania metalowej sceny w naszym kraju. Pełen szacunek.

Tym bardziej szkoda, że mimo zainteresowania autorów wielu twórców sceny nie miało ochoty podzielić się z nami swoimi wspomnieniami. Dlaczego tak się stało? Wielu starych muzyków wstydzi się swojej metalowej przeszłości i nie chce o niej rozmawiać. Inni są trudno osiągalni. Tymczasem, „Jaskinia hałasu” mogłaby być spokojnie dwa razy grubsza. Pozostaje nadzieja, że milczący do tej pory muzycy i maniacy wypowiedzą się na potrzeby drugiego wydania lub innej, podobnej publikacji.

Zagłębianiu się w zawartość tej arcyciekawej lektury towarzyszyło mi wiele emocji. Każda strona wyostrzała zamglone obrazy przeszłości, dzięki tej książce mogłem cofnąć się w czasie przywołując na chwile lata młodości kiedy jako nastoletni adept muzyki metalowej łapczywie pochłaniałem te dźwięki niczym tlen niezbędny do podtrzymywania funkcji życiowych.
Zresztą po dzisiejszy dzień płynny metal krąży w moim krwioobiegu z czego jestem bardzo dumny i szczęśliwy. Lata 80te nauczyły mnie wielkiego szacunku do tej muzyki, która była mi najwierniejszą kochanką towarzyszącą mi również w ciężkich chwilach mojego życia dając mi moc i siłę przełamywania wszelkich trudności.

Prócz wartości merytorycznej, ogromną rolę odgrywa powalająca forma w 666% nawiązująca do tradycji Zinów. „Jaskinię hałasu” wypełnia masa unikatowych zdjęć, przedruki flyerów, plakatów koncertowych, okładek demo taśm, składające się na wrażenie szczególnego rodzaju. Dlatego nie powinien nikogo dziwić fakt, iż zainteresowanie tą książką zatacza coraz szersze kręgi. Mam na myśli kraje tak egzotyczne jak Peru, Columbia, Chile, Brazylia czy nawet Japonia. Ci ludzie nie znają polskiego, a jednak chcą mieć tę książkę na półce. To świadczy o szacunku dla naszej metalowej sceny. W przyszłości ktoś powinien pokusić się o anglojęzyczną wersję tej
książki, uzupełniając ją o te materiały które z jakiś przyczyn nie trafiły do pierwszej edycji „Jaskini Hałasu”.

Jeśli czegoś brakuje, to wszystkim obszernych komentarzy naszych autorów, podsumowania danych zagadnień czy wreszcie obszerniejszego przedstawienia poszczególnych zespołów tak jak to ma miejsce w jak do tej pory bezkonkurencyjnym opracowaniu Daniela Ekerotha „Szwedzki Death Metal”. Tak czy inaczej reasumując powinniśmy być wdzięczni Wojciechowi Lisowi i Tomaszowi Godleskiemu za ich trud włożony w przygotowanie tej arcyciekawej książki. Życzył bym sobie więcej takich pozycji poświęconych naszej metalowej spuściźnie.

Leszek Wojnicz-Sianożęcki - www.hardriff.pl


Hałas po polsku
 
Przyznam, że odczuwam zmęczenie mitem punkowego Jarocina, podtrzymywanym zarówno przez liczne grono osób tak często nawiązujących do muzycznych czasów młodości, co trzeba zrozumieć i czemu  trudno się dziwić, ale i niemałej grupy wszystkowiedzących "dziennikarzy", których tak naprawdę wiedza jest poszlakowa i co najwyżej ogranicza się do zasłyszanych informacji, Wikipedii i notek zamieszczonych we wkładkach reedycji płyt. Oczywiście, wspomniane niewielkie wielkopolskie miasto zasłużenie przeszło do historii szeroko rozumianego rodzimego rocka, ale gdy jest mowa o tamtych czasach, o Polsce schyłku lat 80., brakuje mi informacji o muzyce metalowej, która przecież wówczas miała się bardzo dobrze. I mam tu na myśli nie tyle jej ówczesne oficjalne wydanie, vide działalność nieżyjącego już Tomasza Dziubińskiego, co przede wszystkim jej podziemny odpowiednik, będący potężnym oddolnym ruchem z własnym obiegiem płyt, kaset, zinów i organizacją koncertów. Owszem, jedna z części filmu "Historia polskiego rocka" dotyczy rodzimego cięższego grania, ale nawet w owym dokumencie Discovery nie było miejsca, by jednym przypomnieć, a innym przedstawić, to niezwykłe zjawisko. Jednak po wielu latach wreszcie doczekaliśmy się i w nasze ręce trafia coś, co bardzo udanie opisuje okres, który tak naprawdę, nie licząc pojedynczych wspomnień w wywiadach i co najwyżej poszczególnych artykułów, pod względem profesjonalnej dokumentacji był niemalże białą plamą w historii polskiej muzyki. Wszyscy coś wiedzieli, ale nikt nie zebrał tego w całość. Aż do teraz.
 
Wszystko za sprawą "Jaskini hałasu", książki Wojciecha Lisa i Tomasza Godlewskiego. Obaj z rodzimym podziemiem byli związani od lat, m.in. poprzez zin "Infernal Death", i doskonale znali jego osobistości, tym samym dobrze wiedząc z kim po latach należy się skontaktować. Jednak, co ciekawe, całe zjawisko tego oddolnego ruchu opisali nie w tradycyjny, sztampowy sposób, lecz na łamach książki niemal zupełnie oddali głos swoim rozmówcom. Zadali ten sam zestaw pytań muzykom i animatorom polskiego podziemia lat 80. i początku 90. Całość zaś podzielili na osiem rozdziałów, które poruszają m.in. kwestię tego, co oni uważali za podziemie, a co nie, kiedy ich zdaniem i jak to wszystko się zaczęło. Nie mogło również zabraknąć szczegółów związanych z tworzeniem zinów, ich dystrybucją, momentami heroiczną wręcz walką o dostęp do punktu ksero, bardzo często jedynego na całe miasto. Wspominane są także sposoby przechytrzania Poczty Polskiej, czasem w zemście za nagminne gubienie przesyłek, czasem po prostu z braku środków. Jednak wspomnienia przeszłości to nie tylko zabawne sytuacje związane m.in. z koncertami w domach kultury i zagadywanie pań kierowniczek w taki sposób, by uzyskać zgodę na organizację wieczoru pełnego hałasu. To również nie tylko miłe wspomnienia wymiany taśm magnetofonowych, nieustannego zaspokajania głodu muzyki, nagrywania pasjami tak nielicznych wówczas audycji radiowych z cięższymi dźwiękami. To również proza życia w szarości schyłku PRL. Wiele zespołów grało na nieustannie pożyczanych instrumentach, ledwie znajdując miejsce na próby i w ogóle nie marząc nawet o graniczącym wówczas z cudem wejściem do profesjonalnego studia. Co więcej, wyjazdy na koncerty nie były wtedy tak bezpieczne jak teraz. Wówczas długie włosy i odzienie uszyte ze skóry i żelaza wybitnie przyciągało uwagę milicjantów, obnażone pięści sympatyków narodowego socjalizmu, a także tych, którzy zwyczajnie mieli ochotę poszerzyć swoją garderobę o nowy ćwiekowany pas lub ramoneskę. Zupełnie inne czasy. Wydaje się, że nie było niczego, a jednak działo się tak wiele.
 
Olbrzymią zaletą "Jaskini hałasu" są również liczne archiwalne fotografie oraz przedruki i reprodukcje zinów plakatów i flyersów. To elementy znacząco urozmaicające czytanie kolejnych odpowiedzi muzyków i animatorów na wybrane pytanie będące motywem przewodnim danego rozdziału książki. Bez nich ta pozycja byłaby o wiele uboższa i zdecydowanie trudniejsza w odbiorze. Autorzy naleźli również miejsce na przedstawienie sylwetek co ważniejszych i niekiedy zapomnianych już, bądź w ogóle obecnie nieznanych młodszemu pokoleniu, przedstawicieli podziemia. Choć oczywiście nie mogło także zabraknąć uznanych nazw i nazwisk. Wojciech Lis i Tomasz Godlewski przepytali m.in. muzyków Imperator, Pandemonium, Hate, Enormity, Merciless Death, Vader, Traumy i Slashing Death. W tekście natrafimy także na wypowiedzi  Jarosława Szubrychta, wokalisty Lux Occulty niegdyś piszącego w "Diabolic Noise", Tomasza Krajewskiego, wciąż działającego pod szyldem Pagan Records, i Mariusza Kmiołka, managera Vader, który kierował nieistniejącym już "Thrash’em All".
Rzetelna praca autorów zaowocowała książką, która na długie lata pozostanie skarbnicą podstawowych informacji na temat polskiego metalowego podziemia schyłku PRL. Warto po nią sięgnąć i przypomnieć sobie tamte szare, ale i niezwykle barwne na swój sposób, czasy. A jeśli macie nieco mniej lat, to tym bardziej zachęcam Was do przeczytania "Jaskini hałasu". To już swego rodzaju źródło historyczne pełne bezcennych wręcz informacji. Brakowało mi takiej książki. I chyba nie tylko mnie, biorąc pod uwagę, jak wiele jest w rodzimym internecie stron poświęconych temu niezwykłemu ruchowi i związanych z nim wykonawcom.
 
Kamil Mrozkowiak - Akademickie Radio Kampus


Niektórzy z was, zaprawieni w metalowych bojach wyjadacze, mogą stwierdzić, że jestem zbyt młody, by pisać recenzję tej książki. Inni natomiast mogą powiedzieć: co takie prog rockowe chucherko może wiedzieć o brutalnej, demonicznej scenie undergroundowej z przełomu lat 80-90tych. Niestety całe te batalie, koncerty i walki o sprzęt, które zostały dokładnie opisane w wyżej wymienionej publikacji, znam wyłącznie z obszernych opowieści – głównie moich braci i starszych kolegów. Sam też zresztą miałem okazję posłuchać kilku demówek  z tego okresu, m.in. „Morbid Reich” Vadera, „Eternal Might” Imperatora, czy nieco późniejszy „…Darkness…” naszej przasnyskiej formacji Thirst. Lider grupy - Occulta jest też moim sąsiadem (mieszka w bloku obok), ale niestety nie miałem okazji poznać go osobiście (najwidoczniej nie zasłużyłem – he he). Czemu zatem zainteresowałem się „Jaskinią hałasu”?  To prawda, jestem zakochany w progresywnych dźwiękach, ale przy tym bardzo cenię sobie klasyczną twórczość death oraz thrash metalowych weteranów pokroju Sodom, Death, czy Kreator… Zresztą sam zza młodu nagrywałem audycje na kasety (tak mnie uczono). Jednak po samą publikację sięgnąłem głównie po to, by zobaczyć jak to było z tym metalem u nas, za przysłowiową „żelazną kurtyną”.

Książka podzielona została na osiem, obszernych części  (razem z aneksem), a w środku znajdziemy także dodatek w postaci mini biografii wpływowych kapel undergroundowych. Sama forma wydawnictwa przypomina typową, socjologiczną publikację, w której autorzy zadają pytania, a aktorzy (w tym wypadku zasłużeni fani wszelakich wyrobów metalurgicznych) udzielają odpowiedzi – i to głównie na nich opiera się treść „Jaskini hałasu”.  Jak to wpłynęło na ogólny odbiór? Styl jest niezwykle luźny, szczery i do bólu autentyczny - bardzo dobrze! To fantastyczny zbiór rozmaitych opinii, który nie tylko stara się oddać istotę tego muzycznego światka, ale odsłania też wiele, ciekawych problemów w tej - przepełnionej ciągłymi paradoksami - rzeczywistości. Pierwsza część dotyczy istoty samego undergroundu i przybliża nam kapele z tamtego okresu (m.in. Mortuary, Merciless Death, Imperator, tudzież Vader), samych aktorów, a także uzewnętrznia pewne skrajności w postrzeganiu tej płaszczyzny. Część druga oraz trzecia porusza kwestie medialnych narzędzi, które pomagały w popularyzowaniu polskiej sceny undergroundowej, gdzie szczególnie podkreślano działalność pisma „Na Przełaj”, różnego rodzaju zinów (m.in. „Eternal Torment” Marcina Wawrzyńczaka , „Thrash’em All” Mariusza Kmiołka) oraz Polskiego Radia. W przypadku tego ostatniego wymieniano m.in. audycje „Muzyka Młodych” oraz „Metalowe Tortury”, gdzie szczególnie rozbawiły mnie wpadki związane z tłumaczeniem tytułów niektórych numerów (mistrzostwem było „Love Us Or Hate Us” Kreatora przełożone na „Kochaj albo nienawidź Stany Zjednoczone”). Kolejna część przybliża nam istotę tape-tradingu, czyli wymiany nagrań demo (oraz zinów), co jak się potem okazało, odgrywało bardzo ważną rolę zarówno w kontekście klasycznej integracji, jak i promocji podziemnych kapel. W środku publikacji czeka na nas całkiem obszerny opis najważniejszych bandów polskiego undergroundu, wśród których można znaleźć m.in. Confident, Exorcist, Forst (pochodzenie nazwy mnie szczególnie rozbawiło,) Egzekuthor, Imperator  i oczywiście Vader. Kolejne części, w moim odczuciu, okazały się jeszcze ciekawsze, a ta oznaczona rzymską V porusza problemy związane z organizacją występów. Znalazły się tam informacje o dokładnej siatce organizacyjnej i legendarnych koncertach oraz festiwalach (o S”Thrash’ydle wiem rzecz jasna nie tylko z tej książki – to w końcu moje okolice). Część szósta to doskonałe ujęcie kwestii polityczno-społecznych, gdzie szczególnie podkreślano istotę cenzury (głównie pod kątem drukowania zinów), trudności związane z artystyczną działalnością oraz dezaprobatę wobec – zawsze zawodnej - Poczty Polskiej (wielokrotnie przytaczane mydlenie znaczków). W finalnym rozdziale (moim zdaniem najciekawszym) zebrano opinie dotyczące wydawnictwa Metal Mind Productions oraz postaci Tomasza Dziubińskgo (R.I.P.). Jak się okazało, były dosyć skrajne – od typowo krytykujących (momentami wręcz agresywnych), aż po pozytywne. Jednak w największym stopniu dominowały dwuznaczne poglądy, a szczególnie zapadły mi w pamięci słowa Krzysztofa Antośkiewicza – „ (…) Myślę, że nikt nie odmawia drogi do jakiejś tam „kariery”. Ludzie mówiący źle o komercjalizacji prawdopodobnie nigdy nie dostali szansy wybicia się i stąd wieczna potrzeba narzekania. Bo co złego jest w wydaniu płyty? Mam szanować tylko tych z demówkami?” Cholernie daje to do myślenia… Na koniec autorzy przygotowali dla nas zbiór aneksów, które prezentują nam różne stanowiska wobec polskiego undergroundu, ale znajdziemy tam także przezabawną relację z wyprawy na metalowców, dokładnie opisaną w pewnym Skin’zinie.

Ogromne gratulacje należą się autorom za naprawdę rzetelne podejście do tematu. Zarówno Wojciech Lis, jak i Tomek Godlewski to metalowi weterani (gdzie ten drugi odpowiada za bardzo bogatą bazę polskich zespołów na metal-archives) i całą ich pasję doskonale widać w tej publikacji. To kompendium wiedzy o polskiej scenie undergroundowej, które uzupełnione zostało fantastycznymi fotografiami oraz ilustracjami z tamtego okresu (głównie okładkami płyt oraz zinów). Jest to również doskonała pozycja dla socjologów i trzeba przyznać, że przedstawiona przez autorów tematyka uzewnętrznia bardzo ciekawe problemy społeczno-kulturowe oraz stricte polityczne (głównie pod kątem wielokrotnie podkreślanego okresu przedtransformacyjnego). Ogromnym plusem wydawnictwa jest  niezwykle luźny i humorystyczny styl, a do łez rozbawiły mnie niektóre muzyczne podgatunki (Ultrahardcoregravedeaththrash, albo ultra speed black hard core). Oczywiście można się dopatrzeć kilku drobnych błędów, ale zdecydowanie największy mankament to brak spisu treści oraz urwany tekst o Mortuary w środku książki. Są to jednak mało znaczące drobiazgi, które w minimalnym stopniu wpływają na ogólną prezencję wydawnictwa.

„Jaskinia hałasu” to książka, po którą powinni sięgnąć nie tylko osoby doskonale znające te realia, ale przede wszystkim Ci, którzy nie przeżyli tego okresu i –co najwyżej – znają go z różnych opowieści. Kupić, przeczytać i niech służy innym pokoleniom! Piekielnie polecam.

 Łukasz ‘Geralt’ Jakubiak http://progrock.org.pl


Well, it is cool that the metal maniacs can now not only listen to their favourite music and read the fanzines / official magazines, but also have some books about it like “Swedish death metal”, “Behemoth - Konkwistadorzy diabła”, “Lords of Chaos” or “Only Death is Real”. Of corpse it also means we have to spend more money, what is pain in the ass, as these books are all pretty expensive, but personally I took the option of not rushing myself and I’ll get some of them only when I really need them and have enough money to make the purchase. Meanwhile here in Poland a couple of old metal maniacs have also recently decided to write and publish a book about their favourite music and the result is “Jaskinia hałasu” – what can be translated as “The Cave of Noise”. The whole intention of this book was to memorize the old scene in Poland from the mid to late 80’s. Their aim was to introduce its beginnings, its roots and show what was it like here in Poland in the fall of communism, when everything was so damn difficult to get (including music, especially from the so called West). Imagine people locked within the borders of their country, unable to get what they truly loved, aware that they may get in trouble with the censorship and regime, but who didn’t care about it, as the passion was bigger than anything else. The equipment the bands had was just shit, there were only few gigs, no record stores, only some radio shows and tape traders… but these maniacs had enormous thirst for this kind of heavy music. And so “Jaskinia hałasu” will tell their stories, of what was it like to be a metalhead in communistic Poland in the mid to late 80’s.

You’ll read how they were getting their favourite albums… If you had a family in the West then you were the most important local metal maniac for everyone! It you were tape trader or zine editor, it was the same. And everyone would copy the tapes, to spread the noise! And there were some radio shows, which were airing some full metal albums, and to listen to the radio was obligatory for these guys every week (even if you had to skip the school!). Then the book tells about the gigs and the atmosphere during these events (especially the legendary festivals like "S'thrash'ydło", "Thrash Camp", "Shark Attack", "Metalmania" and "Jarocin"); it’s about the problems with Militia and ZOMO (Motorized Reserves of the Citizens' Militia), it also mentions so called “krojenie”, which was a sad phenomenon here in Poland in those times. What was “krojenie”? Well, imagine that you just got a nice t-shirt or a patch and you go to the gig or somewhere and you meet some metalheads from another city, especially from the feared Szczecin. They’ll stop you and ask about the band’s line up or discography… if you didn’t know then they’ll take (read: STEAL) your t-shirt or patch, without any hesitation.

Finally “Jaskinia hałasu” reminds us some bands, fanzines from the 80’s, as well as some individuals and finally it also tells why everyone hated Metal Mind Records and the shitty bands from this label. All in all, it is definitely a good lecture, certainly enjoyed reading about how the scene was forming and developing, what was it like in these dark, shitty, communistic times (which personally I only remember a little bit, as by the time of communism fall I was only 10 years old, but I do remember some radio shows or magazines that “Jaskinia hałasu” tells about). For their book the authors of “Jaskinia hałasu” contacted many old metal maniacs, who were actually involved in all this movement; musicians, zine editors, promoters or just simple tape traders, who share their memories about each topic, which the book says about. And everything is fine, except one thing: what I miss here is some sort of narration and comments from the authors. I would prefer to read it like a story, like in “Swedish Death Metal” really. But what they’ve done was they’ve putted together countless memories of the old maniacs, who were interviewed, and since there’s no narration at all then the reading gets a little bit boring after a while, especially as some of the statements are just pitiful and short that they just shouldn’t even be published. Sure, some of these guys took the task seriously and answered the question deeply, telling some nice stories, but some guys just fucked it completely. So, there are some faults in the book, it could have been better, but from the other hand I won’t be complaining much about it, as I truly like the whole idea and I can also realize how much work has been putted into this book. For now it has only been published in Polish, but I guess it can interest also maniacs from abroad, especially as now there’s such a strong nostalgia for the old days (sorry to say but I would never feel nostalgic for those fucked up communistic times!), so maybe one day they will translate it. By the way, one of the authors, Wojciech Lis did a killer fanzine called The Holiest Foreskin of Christ, which is very similar in its content to this book, as he interviewed only very old, sometimes long time inactive bands, for instance there was just killer interview with Imperator in his last issue! Recommended.

Marcin Olczak - Compilation of Death 'zine (Chile).


Zawsze marzyłem, żeby przenieść się w czasie. Bardziej interesowała mnie przeszłość. Przeszłość mojego kraju wydawała mi się najciekawsza. Z racji wieku nie mogę pamiętać komuny. Jestem za stary, aby nie znać jej realiów, i za młody, aby z autopsji wiedzieć, jak było. Jakbym urodził się dziesięć lat wcześniej, byłbym jak bohaterowie tej książki. Wszystko więc musiałem poznawać z opowieści rodziców. Opowieści te potwierdziły się w „Jaskini hałasu”…

W poprzednim akapicie specjalnie użyłem określenia „bohaterowie”. Jak inaczej nazwać osoby, które poświęcały nie tylko swój czas i pieniądze (te w mniejszości , bo wtedy nikt groszem nie śmierdział), ale także stawały twarzą w twarz z najpoważniejszymi problemami ówczesnego świata demoludów (brak wszystkiego: informacji o muzyce metalowej, samodzielnego działania bez cenzury czy maszyn i instrumentów do tworzenia muzyki i zinów). Bohaterami nazwę wszystkie osoby, które mimo systemu czy przeciwności losu były w stanie zaistnieć w świadomości fanów.

Publikacja panów Lisa i Godlewskiego to cykl wywiadów z największymi tuzami niezależnej sceny metalowej lat osiemdziesiątych i początków dziewięćdziesiątych, w którym to okresie muzyka metalowa odnosiła największe sukcesy i miała najwięcej zwolenników. Okres w którym metal był wyznacznikiem buntu wśród młodzieży.

Książka „Jaskinia hałasu” daje czytelnikowi możliwość zapoznania się z realiami ówczesnego systemu. M. in. możemy dowiedzieć się o kulisach powstania sceny undergroundowej w Polsce, jej rozwoju i mutacjach, tape-tradingu oraz powstaniu sporej ilości zinów. Barwne opisy koncertów z tamtych lat i zwierzenia dotyczące problemów oddają ducha tamtych czasów.

Pozycja panów Lisa i Godlewskiego jest niesamowita. Biorąc do ręki książkę, wziąłem zina z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Czarno-białe zdjęcia, maszynowa czcionka i ten niezapomniany klimat… Bezcenne. Ponadto warsztat autorów jest niewiarygodny. Jestem w stanie wyobrazić sobie ok. 30 wywiadów ze znanymi kapelami w jednej książce. Ale kilka aspektów działalności muzycznej tamtego okresu w postaci wywiadów z ok. 30 kapelami, przedstawionych w sposób zjadliwy dla zwykłego czytelnika to się w głowie nie mieści… Niewiarygodne jest to jak ok. 30 osób może odpowiedzieć na to samo pytanie (z ograniczoną możliwością odpowiedzi – no bo ile mieliśmy możliwości w „tamtym” systemie) i te odpowiedzi nie będą się powtarzały. Będą się nawzajem uzupełniać, dodawać nowe okoliczności i ukazywać inne oblicze. Kunszt pracy autorów uważam za najwyższy i wspaniale dopracowany.

Podsumowując, książka jest doskonała. Byłem w stanie rzucić dla niej wszystko. Poznawanie realiów ówczesnego świata metalowego było ciekawsze niż wszystko inne. Nie mogłem się oderwać. Polecam wszystkim. Absolutnie wszystkim. Polecam starym wygom, dla przypomnienia. Polecam nowicjuszom, dla poznania, że nie było tak łatwo jat teraz. Polecam naukowcom, dla dalszego zbadania tematu. Polecam niezainteresowanym, bo wtedy się zainteresują, na pewno się zainteresują! Osobiście serdecznie dziękują autorom za to, że dostarczyli mi informacji i rozrywki na najwyższym poziomie. Była to najlepsza książka o tematyce muzycznej, jaką w ostatnim czasie przeczytałem. Głębokie ukłony.

Adam Ilarz (Metal Mundus)


Metal prosto z jaskini

Subkultur dzisiaj praktycznie nie ma. Oprócz prężnie rozwijającego się od kilkunastu lat hip-hopu nic w tej materii się nie dzieje. Sytuację tę można tłumaczyć na wiele sposobów; jednym z nich jest z pewnością sytuacja polityczna, społeczna i ekonomiczna. Bunt młodych kanalizuje się w wyjazdach na Zachód, nie mają oni potrzeby, aby tu na miejscu wyrażać swoje niezadowolenie. Inaczej też jak pokolenia wcześniejsze, słuchają muzyki, traktując ją bardziej jak doraźną przyjemność, niż jako sposób na życie lub ideologię. Nie zawsze jednak tak było. W Polsce to lata 80. wykuły większość spotykanych jeszcze dzisiaj reliktów subkultur: punków, metalowców, gotów. Powiedziano o nich wiele mądrych lub mniej mądrych rzeczy, szczególnie z punktu widzenia socjologiczno – pedagogicznego, który zawsze miał tendencje do upraszczania rzeczywistości.

Dwa lata temu ukazała się praca Wojciecha Lisa i Tomasza Godlewskiego opatrzona tytułem „Jaskinia hałasu”, dotycząca polskiej podziemnej sceny metalowej lat 80. I bardzo dobrze, że tak się w końcu stało. Sporo napisano już o punkowcach i są to również opracowania bardzo dobre, rzeczowe i co najważniejsze, pisane z perspektywy ludzi, którzy w tym wszystkim siedzieli. Taką samą sytuację mamy w przypadku omawianej pozycji. „Jaskinia hałasu” jest zbiorem kilkudziesięciu wywiadów z muzykami, edytorami zinów, lub jednymi i drugimi w tej samej osobie. Wywiady te poszatkowane są na kilka działów, z których każdy omawia inny aspekt metalowej rzeczywistości lat 80. Młodzi ludzie, urodzeni już po komunie, niepamiętający tych czasów, będą nieraz przecierać oczy ze zdumienia, spotykając się – może po raz pierwszy – z siermiężnymi realiami Polski Ludowej, która normalnym państwem nie była. I to właśnie te absurdy widziane z perspektywy fanów metalu i muzyków stanowią o specyficznym uroku książki Lisa i Godlewskiego.

Budzi szczery podziw praca, którą autorzy wykonali, zbierając materiał do omawianego opracowania. Jego zbieranie i selekcja z pewnością nie były zadaniem łatwym, ale przyniosły wymierny skutek. Co więcej, Lis i Godlewski dotarli do wielu archiwalnych, niepublikowanych nigdzie zdjęć, które dodatkowo ozdobiły opracowanie, upodabniając je do typowego podziemnego fanzinu. Wypowiadają się w „Jaskini hałasu” osoby bardziej znane, jak chociażby Mariusz Kmiołek – menadżer Vadera, Tomasz Krajewski – szef Pagan Records, czy Jarosław Szubrycht – dziennikarz muzyczny i wokalista Lux Occulta. Oddano jednak głos ludziom do dziś działającym w podziemiu, jak Adrian Pełka – edytor R’lyeh Zine i muzyk Empheris oraz wielu innych undergroundowych kapel. W końcu wypowiadają się tutaj osoby, których drogi z podziemiem się już dawno rozbiegły. Dzięki temu zabiegowi uzyskano wielogłos, który zawiera wiele subiektywnych opinii, niejednokrotnie sprzecznych wobec siebie. Nie jest „Jaskinia hałasu” opracowaniem socjologicznym i bardzo dobrze! Nie jest rolą autorów uogólnianie i tworzenie tabelek czy wykresów. To czytelnik sam ma odnaleźć się w tych wypowiedziach, jeśli pamięta tamte czasy – skonfrontować się z nimi osobiście oraz poznać zdania odmienne od swojego.

Metalowcy sprzed 30 lat jawią się jako zupełnie inna subkultura niż dzisiaj. Co uderza w opowieściach zebranych w tych wywiadach, to poczucie wspólnoty i zaangażowania. W czasach, kiedy każdy koncert był wydarzeniem niezwykłym, ludzie ci potrafili jechać przez całą Polskę, aby obejrzeć występy nieznanych kapel w kiepsko nagłośnionym domu kultury. W czasach, gdy gitara elektryczna kosztowała czterdzieści średnich pensji, jednak znajdowały się osoby, które chciały grać metal. Gdy do punktu ksero trzeba było jechać kilkadziesiąt kilometrów, a dodatkowo nie wolno było bez zgody urzędu cenzury powielać niczego, znajdowali się ludzie, którzy tworzyli fanziny i wysyłali je w świat. Dla dzisiejszego młodego człowieka, fana muzyki, nie do pomyślenia byłby również fakt, że można było jechać kilka godzin po to, aby u znajomego, który miał dobry sprzęt, posłuchać kilku płyt. Że muzykę nagrywało się z radia i to w wersji monofonicznej, że uciekało się ze szkoły, aby posłuchać kilku piosenek w audycji, która zaczynała się jeszcze w porze lekcji. Te wszystkie spartańskie warunki powodowały jedno: wielki szacunek dla muzyki i wielką miłość do niej, graniczącą z fanatyzmem. Teraz wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, a liczba kapel, jakie znają młodzi słuchacze metalu, nawet w połowie nie zbliża się do liczby, którą potrafiono wymienić kiedyś. A czy ktokolwiek z nich słucha zespołów podziemnych? Underground wówczas tworzyli nastolatkowie i osoby dwudziestoletnie. Dzisiaj – czterdziestolatkowie.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że historie opowiedziane w „Jaskini hałasu” są subiektywne i że nie wszystko w tamtym świecie było idealne. Bo oprócz zaangażowania przecież były potworne problemy ekonomiczne, wszechobecna agresywna milicja bijąca za nic, walki między metalowcami z różnych miast, również krojenie (sport, który polegał na okradaniu z koszulek, naszywek i emblematów), walki ze skinheadami. Nie był to świat przyjazny, w którym realizowanie pasji było tak proste jak dzisiaj. Ale może właśnie z tego powodu było ono bardziej szczere niż dzisiaj.

Litera Tura