Koszyk

W Twoim koszyku nie ma żadnych produktów.

0 szt. 0,00 zł

PROMOCJA!!!

Przy zakupie przynajmniej dwóch książek wysyłka gratis (pobranie - dopłata 4,50 zł).

Przy zakupach powyżej 150 zł wysyłka gratis + można domówić dowolną książkę
w miękkiej oprawie za pół ceny.

Moje krwawe korzenie - Max Cavalera - Autobiografia

okładka
216 stron + 32 strony ze zdjęciami, miękka oprawa
36,00 zł

Max cavalera, jedna z największych osobowości świata muzyki metalowej, oddaje w wasze ręce autobiografię, której nierzadko bolesna szczerość i absolutna niezgoda na kompromis sięgają znacznie głębiej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Gdy z początkiem 1996 roku brazylijska sepultura oddawała w ręce fanów redefiniujący pojęcie ciężkiego brzmienia album „roots”, świat był u ich stóp. Któż przewidziałby, że pierwszy i jak dotąd jedyny metalowy zespołu z brazylii, któremu udało się odnieść międzynarodowy sukces na tak olbrzymią skalę, już za chwilę miał legnąć w gruzach.

Po raz pierwszy max cavalera zdradza nam tu historię, jak skromny chłopak z belo horizonte wdrapał się na sam szczyt metalowego panteonu, spadł z niego i odrodził się na nowo, by pod szyldem soulfly znów zatriumfować.

Od niepozornych początków w oparach wojskowej dyktatury w brazylii, rodzącą się pasję do muzyki, utratę ojca i walkę o przetrwanie, przez budzące grozę rytuały candomblé, uliczne bijatyki, wizyty w dzielnicach nędzy i odległych dżunglach amazonii, po zatracenie się w nałogach, rozstania i powroty oraz nieustanne dążenie do odnajdywania siebie na nowo – moje krwawe korzenie dają nam możliwość przyjrzenia się od środka karierze i życiu maksa cavalery, człowieka dla którego muzyka pozostała ważna jak bezwarunkowo oddana mu rodzina.

„Zrobiłem sobie kiedyś osobistą listę najlepszych metalowych wokalistów – Maksa nie mogło na niej zabraknąć” – Dave Grohl (Nirvana, Foo Fighters)

„Otwartość na nowe czyni z Maksa rzadki gatunek muzyka” – Sean Lennon

„Grając z Maksem łączyło nas niebywałe muzyczne pokrewieństwo” – David Ellefson (Megadeth)

„Max to w tej branży ekscentryk. Jest sobą” – David Vincent (Morbid Angel)

Max Cavalera, grający na gitarze wokalista, założyciel zespołów Sepultura, Nailbomb, Soulfly i Cavalera Conspiracy, mieszka w Phoenix w Arizonie z żoną Glorią i wielodzietną rodziną.

Joel McIver, współpracownik dziennika „The Guardian”, magazynów „Metal Hammer”, „Classic Rock” i „Rolling Stone”, uznany brytyjski autor ponad 20 biografii ze świata metalu i rocka.


Jestem fanem zarówno Sepultury jak i Soulfly, dlatego też nowa pozycja od wydawnictwa Kagra była dla mnie jedną z tych obowiązkowych. Od razu mogę powiedzieć, że nie zawiodłem się. Mimo niezbyt dużej liczby stron to na prawdę wyczerpująca, ciekawa i szczera biografia, której czytanie sprawia ogromną radość. Książka napisana jest bardzo prostym, zrozumiałym, momentami kolokwialnym wręcz językiem. Nie brakuje w nim na pewno emocji. Chwilami mamy wrażenie jakby Max siedział obok nas i opowiadał o swoim niezwykle interesującym życiu. Dominująca część wydawnictwa jest poświęcona (szok, zdziwienie) korzeniom Maxa Cavalery czyli rodzinie, latach młodzieńczych oraz oczywiście Sepulturze, która sprawiła, że Brazylia również zaczęła kojarzyć się z metalem, i to nie byle jakim. Mówi się, że czasem człowiek potrzebuje jakiegoś mocnego bodźca, który zmotywowałby go do działania. W życiu Cavalery takim właśnie mocnym akcentem wydaje się być śmierć ojca, którą wspomina wielokrotnie. To właśnie od tego momentu młody wówczas chłopak, wraz ze swoim bratem planują coś większego niż tylko garażowe granie. Razem z Maxem śledzimy kolejne etapy rozwoju kapeli, poznajemy kolejne albumy i wydarzenia, która koniec końców prowadzą do rozłamu w zespole. Wtedy pojawia się wątek Soulfly, który choć może nie tak szczegółowo opisany, jest również bardzo ciekawy. Świetne w tym wydawnictwie jest to, że na pierwszym miejscu postawiona została muzyka. Owszem, mamy tutaj również historie z życia Maxa, jednak wszystko kręci się wokół kolejnych płyt i tras koncertowych, niezwykle dokładnie Cavalera opisuje również proces powstawania wybranych utworów, opowiada o swoich inspiracjach i pomysłach na kolejne działania grupy. "Moje krwawe korzenie" to bez wątpienia szczere wyznania człowieka, który w życiu przeszedł nie jedno. Muzyk nie koloryzuje swoich przeżyć, mówi po prostu jak było, bez względu na to czy są to okoliczności radosne czy też smutne. Książkę czytało mi się równie dobrze co "Białą gorączkę" Lemmy'ego, chociaż Max prezentuje zupełnie inny sposób opowiadania. Mniej tutaj alkoholu i innych używek (od których muzyk, jak sam z resztą przyznaje, nie stronił), więcej zaś czysto muzycznych kwestii, które zainteresować powinny każdego fana Sepultury, Soulfly, Cavalera Conspiracy, Nailbomb oraz samego Cavalery.

Limiter.com.pl


16 grudnia 1996. Brazylijska Sepultura gra świetny koncert w słynnej Brixton Academy w Londynie, wydany kilka lat później na podwójnym albumie „Under The Pale Grey Sky”.

Zespół jest na fali – parę miesięcy wcześniej światło dzienne ujrzał znakomity krążek „Roots”, muzycy grają na niemal całym świecie, są jedynym brazylijskim rockowym wykonawcą, który zdobył sobie tak wielką popularność. Fani nie mają pojęcia, że w zespole od dłuższego czasu narasta konflikt, w efekcie którego po londyńskim koncercie z kapeli odchodzi współzałożyciel i lider grupy – Max Cavalera...

Minęło 17 lat, Sepultura gra nadal, a jedynym muzykiem, który występuje w kapeli od początku jest jej basista, Paolo Jr.. Max ma od lat swój zespół Soulfly, od jakiegoś czasu działa ze swoim bratem w osobnym projekcie – Cavalera Conspiracy, a ostatnio udziela się z muzykami Mastodon, Dillinger Escape Plan i byłym perkusistą The Mars Volta w projekcie Killer Be Killed. A fani? Czekają na choćby jeden koncert „Sepy” w starym składzie... Od niedawna o tamtych wydarzeniach (i nie tylko) możemy przeczytać w wydanej pod koniec ubiegłego roku w Polsce autobiografii Maxa Cavalery „Moje Krwawe Korzenie”, napisanej razem z Joelem McIverem, brytyjskim autorem kilkudziesięciu książek muzycznych, którego biografię Cliffa Burtona miałem niedawno okazję opisywać na łamach Wirtualnej Polski. Co ciekawe – rodzima edycja jest, razem z portugalską, na razie jedynymi które ujrzały światło dzienne, wersja anglojęzyczna pojawi się dopiero w kwietniu! Nie jest to książka idealna, jak każda autobiografia pokazuje przede wszystkim punkt widzenia jej autora, z drugiej strony rzesze fanów muzycznych dokonań Maxa pewnie i tak z ciekawością sięgną po ten tytuł. Jego historia udowadnia, że wytrwałością i pracą można niemal góry przenosić, nawet jeśli czasem trzeba iść pod górkę... Pamiętajmy bowiem, że Sepultura to zespół, który wywodzi się nie ze Stanów, czy Europy, ale z kraju dla przeciętnego mieszkańca „zachodu” dość egzotycznego – z Brazylii. Brazylia to świetny futbol, samba i szerokie plaże ale i zagmatwana historia oraz ciężka sytuacja ekonomiczna. Aby zaistnieć poza granicami swojej ojczyzny młodzi artyści, bez żadnych pleców w biznesie muzycznym musieli zaangażować się w to, co robią w stu procentach, stawiając wszystko na jedną kartę.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że ci z Was, którzy będą szukać w książce szczegółowych analiz poszczególnych płyt, opisów sprzętu czy dokładnych informacji o kolejnych przystankach na trasach koncertowych raczej się zawiodą. Max w dość swobodny sposób opisuje swoje życie, koncentrując się raczej na swoich uczuciach i co rusz proponując nam różnorakie anegdoty. Weźmy choćby taki przykład: „zaraz po ukazaniu się „Bestial Devastation” zacząłem grać na czterech strunach. Na próbie zerwałem strunę B i nasz techniczny Silvio, który został później wokalistą Mutilator zaproponował: „Zostało nam trochę kasy, możemy więc kupić nową strunę albo wydać ją na chlanie”, na co odparłem coś w guście „pierdolić struny, tej i tak nie używałem, idziemy się najebać”. Silvio zaproponował: „A może zdjąłbyś też górną strunę E i grał tylko na czterech?”. Odparłem: „Czemu nie?”. I w ten oto mocno rockandrollowy sposób, Max zaczął grać na czterech strunach...

Choć cała książka napisana jest w tym stylu, bynajmniej nie oznacza to, że mamy do czynienia z lekką opowiastką w sam raz na wczesnowiosenny wieczór. Pod warstwami humoru czai się refleksja, a obok zabawnych historyjek autor opisuje też życiowe tragedie... Sielanka w życiu rodziny Cavalera trwała tylko pierwsze 10 lat życia młodego Maxa, kiedy to wszyscy żyli, jak pod kloszem, w rządzonej twardą ręką przez juntę Brazylii. Przerwała ją śmierć ojca, włoskiego dyplomaty który zmarł gdy chłopak miał zaledwie 10 lat. To wydarzenie było punktem zwrotnym w życiu całej rodziny, a szczególnie dla Maxa który był bardzo zżyty ze swoim tatą. Zaczął się buntować przeciw całemu światu i negować wszelkie autorytety, na szczęście, co podkreśla w książce, ujściem dla nastoletniej agresji stało się granie na gitarze... Wiele lat później muzyk bardzo przeżył śmierć swojego pasierba, Dany Wellsa który zginął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w 1996 roku. Wreszcie, żeby tego było mało, kilka lat temu zmarł wnuk Maxa. Na szczęście Cavalera oparcie znajdował w rodzinie, wierze i oczywiście w muzyce. Muzyce, która jak podkreśla, jest największym narkotykiem w życiu.

Tu dochodzimy do tematu uzależnień – i to kolejny mocny temat w autobiografii Maxa. Cavalera nie ukrywa, że w jego życiu bardzo istotną rolę odgrywały używki, przede wszystkim alkohol – szczery do bólu fragment o uzależnieniach jest chyba najmocniejszym w całej książce. Autor podkreśla że będąc „pod wpływem” zrobił w życiu mnóstwo głupot i naraził się wielu osobom, choćby swojemu idolowi Lemmy'emu. Uzależnienie od alkoholu trwało bardzo długo, w końcu muzyk zdecydował się na pobyt w klinice odwykowej i dziś jest już czysty.

A co ze wspomnianym przeze mnie na początku tekstu konfliktem? Czytając książkę można odnieść wrażenie, że Max stara się wyciągnąć do byłych kompanów z Sepultury rękę. Co prawda Andreas Kisser w jednym z niedawno udzielonych wywiadów powiedział, że to co znalazło się w „Moich Krwawych Korzeniach” to science fiction, niemniej jednak Max wypowiada się na jego temat pozytywnie i podkreśla, jak dużo wniosło do zespołu jego przyjęcie, jak dobrze się z nim komponowało oraz pisało teksty. Trochę obrywa się drugiemu z dawnych kompanów Cavalery, ale też autor dodaje, że choć Paolo Jr. nie umiał przez pierwszych kilka lat istnienia zespołu zbyt dobrze grać na basie (na płytach jego partie rejestrowali gitarzyści, a na koncercie bas był strojony tak nisko, aby nie było go a dobrze słychać), grupa go nie wyrzuciła, bowiem basista był ich przyjacielem, a jego rodzina była bliska pozostałym muzykom (Paolo ostatecznie nauczył się grać na swoim instrumencie dopiero przy okazji rejestrowania „Chaos AD”, na wyraźne żądanie producenta albumu).

Gdy w książce dochodzi do opisu sytuacji, do której doszło między innymi przez zachowanie się żony Kissera, cytowana wypowiedź Glorii (żony Maxa) zawiera sformułowanie „żona jednego z muzyków Sepultury”, nie ma informacji, którego. A o co poszło? Gdy Cavalerovie dowiedzieli się o śmierci Dany, postanowili czym prędzej polecieć do Stanów (zespół grał wtedy w Europie). Żona Andreasa, nic nie mówiąc Glorii i Maxowi postanowiła z pomocą koleżanki przyspieszyć pogrzeb, tak by lider Sepultury jak najszybciej wrócił do zespołu i grał dalej trasę. Reakcja Cavalerów była łatwa do przewidzenia. Max: „w życiu nie miałem do czynienia z czymś bardziej absurdalnym. Powtarzaliśmy do siebie: „jak ktoś kurwa mógł zdobyć się na coś tak nikczemnego””. Na domiar złego dzień po pogrzebie syna Glorii pozostała trójka muzyków zadzwoniła do Maxa i zapytała, kiedy wraca na tournee... Trasa została ostatecznie dokończona, ale nie oznaczało to końca problemów, które eksplodowały gdy Andreas, Paolo Jr. i Iggor postanowili podziękować Glorii za współpracę, zarzucając jej między innymi nadmierne faworyzowanie męża. Max w tym momencie stanął za żoną i postanowił opuścić zespół razem z nią. Cała ta sytuacja była dla niego ogromną traumą – najpierw strata pasierba, a potem Sepultury. Nawet po tylu latach Cavalera podkreśla wielki żal i tęsknotę za „starym” zespołem...

Między muzykami musiało rzeczywiście pójść na noże, skoro Max pokłócił się nawet ze swoim bratem, z którym nawiązał kontakt dopiero 10 lat później, gdy Iggor nie grał już w Sepulturze. Do rozmowy z Kisserem doszło dopiero w 2010 roku, ponoć była okazja do zagrania kilku koncertów, jednak nic z tego nie wyszło. Czy zobaczymy jeszcze Sepulturę z braćmi Cavalera w składzie? Czas pokaże. A jeśli nie czas, być może wymuszą to, jak to często bywa w tym biznesie, topniejące konta muzyków...

„Moje krwawe korzenie” to cenna pozycja na rynku muzycznych wydawnictw, jednak po jej przeczytaniu pozostaje pewien niedosyt. Trochę brakuje „twardych faktów”, zatem miejmy nadzieję że dobrym uzupełnieniem autobiografii Maxa Cavalery będzie powstająca książka o Sepulturze, zatytułowana „Relentless – The Book Of Sepultura” Jasona Korolenko, która światło dzienne ujrzeć ma w tym roku.

muzyka.wp.pl